Trochę turpizmu ;-)

W Trójmieście jest piękna pogoda i “jak zwykle niezwykłe zachody słońca” (to akurat Szekspir – 10 pkt. do lansu, jak ktoś wie z jakiego utworu :-)

Organizatorzy TravelCampu po prostu dbają o detale! Każdy potrafiłby zorganizować sponsorów i lokal – ale nie każdy pomyśli o klimacie spotkania i zamówieniu pięknej pogody. Piotr jest profesjonalistą i nie zapomniał o niczym!

Ale perły przed wieprze: polska branża turystyczna sama wie najlepiej, jak się promować i jak korzystać z nowych mediów. Nie wierzycie? Wystarczy zerknąć do 4 sq, Fejsa albo przejrzeć blogosferę – co jeden fanpage to lepszy, wpisy porywające a serwery wieszają się z powodu przeciążenia booking engin’ów. Co więcej – polska turystyka jest bogata i jak będzie potrzebowała szkoleń lub konsultacji, to sobie je kupi – a na sponsorowane imprezy nie będzie jeździć.

OK – wyzłośliwiam się, ale nie mogę ogarnąć sytuacji, w której można spotkać się z profesjonalistami, porozmawiać bez presji czasu (mogliśmy siedzieć na afterparty, ile dusza zapragnie) zadać pytania dosłownie o wszystko, nawiązać kontakty i przedyskutować wątpliwości z ludźmi z branży IT albo turystycznej (zależy, co kogo boli) – i nie skorzystać z tego z niewiadomych przyczyn!

Ergo – trzeba kasować za każdą poradę, za każdą najmniejszą rozmowę, za każdy przejaw wsparcia i życzliwości – wtedy wszystko nabierze wartości. Może zrobimy licytację: jak kosztowna musi być impreza networkingowo-merytoryczna, żeby wzbudziła zainteresowanie polskiego przedsiębiorcy turystycznego?

Tymczasem spotkanie było świetne – niecierpliwie czekam na podlinkowanie materiałów – na razie odsyłam do oficjalnej strony TravelCamp i ewentualnie materiałów z poprzedniej edycji.

Powtórzyły się wezwania, żeby nie oddawać pola tam, gdzie nas nic nie kosztuje zajęcie kawałka przestrzeni. No bo jak np. wyjaśnić brak zainteresowania tak prostym mechanizmem jak 4sq? Zaistnienie w tej aplikacji “kosztuje” minutę klikania – potem pozostaje czekać na klikaczy społecznych. Choćby ja! Chętnie zostanę burmistrzem jakiegoś ładnego hotelu :-)

Jeśli nie rozumiecie o czym piszę, to wyjaśnię za odpowiednią kwotę, bo za darmo to można było dowiedzieć się w Gdańsku :-P

Pamiętacie ten wiersz Andrzeja Bursy:

Za darmo nie dostaniesz nic ładnego
zachód słońca jest za darmo
a więc nie jest piękny
ale żeby rzygać w klozecie lokalu prima sorta
trzeba zapłacić za wódkę
ergo
klozet w tancbudzie jest piękny
a zachód słońca nie (…)

Ja lubię małe spotkania z ciepłym klimatem i możliwością swobodnej rozmowy – jeśli jednak branża woli duże zloty za ciężkie pieniądze – to może tędy droga…

Tymczasem serdecznie dziękuję tym przedstawicielom branży, którzy się pojawili: za wszystkie ciekawe rozmowy, odpowiedzi na moje pytania, możliwość (poza)merytorycznej dyskusji – a organizatorom za inicjatywę, poczęstunek, prawdziwie zimne piwo i świetną atmosferę (tu ukłon w stronę sponsorów HRS.pl, Travelport Polska i ArtWeb-Media – oby Wam darzyło po wsze czasy). Były jeszcze prezenty i losowania, ale nic nie wygrałam, więc muszę się wybrać na kolejny TravelCamp (już wiemy dokąd, Piotrze?).

Pewnie to mało prawdopodobne…

ale jeśli jeszcze nie kojarzycie czegoś takiego jak TravelCamp, to najwyższa pora… zacząć kojarzyć. Chodzi o nieformalne, cykliczne spotkanie środowiska internetowego (agencje interaktywne, specjaliści ds. SEM etc.) z branżą turystyczną i hotelarską (ależ ja nie lubię tego rozróżnienia – niestety wrosło w krajobraz językowy).

Najbardziej podoba mi się to, że ta impreza wędruje: przez pory roku i miasta w Polsce. Najbliższe spotkanie w Gdańsku – pogoda jest tak cudowna, że nie wiem, kto wysiedzi w kafejce, ale dla fajnego towarzystwa warto!

Impra jest tradycyjnie bezpłatna, ale należy się rejestrować na stronce TravelCamp, co radzę zrobić pilnie, bo spotkanie już w czwartek! Tam też znajdziecie materiały z poprzednich edycji. Trochę obciach, ale ja nie wystąpię z niczym – taka blogerka za dychę :-(  Za to zamierzam posłuchać mistrzów mediów społecznościowych i nie tylko.

Zgodnie z zapowiedzią organizatorów w Gdańsku będzie mowa m.in.:
- o trendach i nowych badaniach w turystyce europejskiej
- o marketingu mobilnym i funkcjonalnych aplikacjach turystycznych
- o ciekawych branżowych przykładach kampanii mailingowych
- plus o wszelkich zagadnieniach, które zechcecie prezentować (to nie szkoła i każdy kto ma coś do powiedzenia – może się tym dzielić z campowcami)

(Piotrze – czy jest jakieś fajne określenie dla uczestników TravelCampów)

Do zoba nad morzem!

Facebook, kryzys i warsztaty

Źródło: http://travel20.pl/travel20,news,48.html

Zakończyły się już warsztaty Travel 2.0. Mimo najszczerszych chęci zdołałam uczestniczyć tylko w jednym dniu. Nic to – nadrobimy kiedy indziej.

Oczywiście warsztat był zbyt krótki – jak to zwykle bywa – bo zanim ustaliliśmy, jakie są nasze dotychczasowe doświadczenia z mediami społecznościowymi i kto potrafi się w nich poruszać, to okazało się, że już pora na lunch. Po lunchu jakoś się wszyscy ożywili i zaczęli zadawać pytania, ale doby nie udało się rozciągnąć :-(

Nie powiem, żeby FB nie miał już dla nas tajemnic, ale dzięki Bartkowi ma ich nieco mniej. Tym którzy nie mogli uczestniczyć w warsztacie polecam slajdy udostępnione przez prowadzącego (Bartek Rak z Socjomanii).

A gratis od Bartka ciekawy kejs z Fanpage’a hotelu Sheraton, który narobił sobie bigosu odmawiając nagrodzonej Katarzynie Pisarskiej prawa wprowadzenia na Galę Kobieta roku Onet 2011 psa Hakera. Posypały się negatywne wpisy i obelgi pod adresem “warszawskich wieśniaków”. Sheraton poddał się i pies przejdzie się po czerwonym dywanie, jak niejaka Saba po polskim Sejmie :-)

W całej tej historii najmniej mnie wzrusza awantura o psa – natomiast nie mogę pojąć milczenia hotelowych specjalistów od PR. Gdzie mamy zarządzanie kryzysowe? Gdzie interakcję z fanami? Gdzie reagowanie?

Oczywiście potraktujemy te pytania jako retoryczne (chyba wszyscy wiemy, gdzie można mieć zarządzanie kryzysowe w piękny kwietniowy weekend). Pozwolę sobie za to ponarzekać na media społecznościowe – w tym FB – które w słoneczne weekendy nie chcą zawieszać działalności i zmuszają nas do czuwania dzień i noc…

Bartek – dzięki za kejs na zajęcia ;-)

Wesołych jajek!

fbank – Facebook finansów czy powtórka z 4sq?

Zaczęłam czytać ten artykuł dość obojętnie: coś tam o Facebooku, coś tam o m-banku, coś tam o permanentnej inwigilacji (wiedzą już, że kupuję w Massimo Dutti, chadzam do Multikina i pijam kawę w Starbucksie!). Rzeczywistość nowych mediów…

Potem zaczęłam kombinować, czy da się z tego wycisnąć coś dla naszej branży. Wiadomo, że każdy bank ma potężną bazę danych o klientach – lepszą niż Google. Na podstawie wyciągów z naszych kart i ROR-ów, można ustalić jakie mamy wpływy, jak i na co wydajemy pieniądze, gdzie najchętniej robimy zakupy, dokąd jeździmy na wakacje, w jakich hotelach zatrzymujemy się i jak często do nich jeździmy (weekendy?, wakacje?, jak daleko od miejsca stałego zamieszkania?). W oparciu o takie dane można naprawdę uszyć ofertę na wymiar.

Ale takie wyzwania były już w sektorze bankowym wielokrotnie podejmowane. Zazwyczaj kończyło się potężną dawką spamu i znużeniem klientów. Innym sposobem było tworzenie potężnej sieci kontrahentów banku – na taki wyczyn mógł sobie dotychczas pozwolić tylko AmEx: kontakty z setkami tysięcy sklepów i punktów usługowych, ustalanie nawyków zakupowych a następnie przygotowywanie rabatów.

Polskie banki (w tym mBank, któremu poświęcono artykuł) nie posiadają wystarczającej sieci kontrahentów i raczej nie zasypią nas szytymi na miarę ofertami. Stąd nowy pomysł: m-bank chce sprząc swoje wysiłki z silnikami Facebooka. Portal ma dostęp do milionów użytkowników i coraz natarczywiej poszukuje możliwości zwiększenia swoich przychodów poprzez rozwój usług handlowych. Większość sklepów funkcjonujących w ramach FB odsyła zainteresowanych do własnej strony a tam sprzedaż odbywa się wg zasad ustalonych przez dany sklep internetowy. Obsługa finansowa m-banku mogłaby uprościć sposób realizacji transakcji a dostęp banku do danych klienta pozwoli “szyć oferty na miarę”.

Nie wiem, jak daleko zaszły rozmowy banku i FB, ani czy m-bank przygotował już jakieś konkretne propozycje, co do współpracy z potencjalnymi kontrahentami. Wiem natomiast, że jeśli ten projekt wypali – a tego się należy spodziewać – to najwięcej skorzystają ci usługodawcy (hotele?), którzy jako pierwsi zainteresują się nowym narzędziem promocji. Jeśli m-bank zidentyfikuje mnie jako osobę często wyjeżdżającą na weekendy, to bez trudu ustali kiedy zaczynam sezon “weekendowy”, w jakich obiektach najchętniej bywam i jakie kwoty tam zostawiam. Nietrudno będzie na tej podstawie ustalić, jakie oferty warto mi podsunąć i które powinny wzbudzić moje zainteresowanie. Oczywiście otrzymam oferty tych obiektów, które trafią do bazy kontrahentów tandemu FB – m-bank.

Swoją drogą, kiedy oglądam ich spot reklamowy, to mam wrażenie, że to lekka powtórka 4sq – choć doceniam fakt, że tu w grę będą wchodziły uproszczone formy przelewów i kredytowania zakupów. Mamy tu geolokalizację, marketing mobilny, poszerzoną rzeczywistość… A gdyby tak jeszcze dodać ciut grywalizacji? Np. “bedże” za każde 5 odwiedzonych hoteli, albo jeszcze lepiej za określoną liczbę nocy spędzonych w hotelach (żeby zachęcać do dłuższych wyjazdów). Jestem naprawdę bardzo ciekawa, kiedy ruszy to przedsięwzięcie, jak dynamicznie będzie się rozwijać i jak szybko zareagują polscy hotelarze, biura podróży, portale rezerwacyjne… Zawsze Wam zrzędzę, że branża śpi i podejmuje nowe narzędzia sprzedaży dopiero, kiedy zaczynają się starzeć – obym tym razem się zawiodła ;-)

Pozostaje jednak mieć nadzieję, że “znajomi” na FB nie będą za każdym razem informowani: “MK kupiła właśnie wyjazd dookoła świata za sto tysięcy i w związku z tym przez miesiąc nie będzie jej w pracy, o czym jeszcze nie wie jej szef, który najwyraźniej zbyt dobrze jej płaci, skoro ją stać na ten wyjazd” :-)

Picasso, cappuccino i pokrzywdzony hotel

Spędziłam 3 godziny za kółkiem jadąc do Olsztyna i myśląc z niechęcią o pokoju, w jakim spędzę najbliższe kilka dni. Pokój znałam już ze strony internetowej, ale skoro obiecałam przyjechać, to przyjechałam… Smutna recepcjonistka wręczyła mi kartę do pokoju. Po raz pierwszy w życiu nie zwróciłam uwagi pracownikowi, że powinien się uśmiechać, bo mi też nie było do śmiechu :-(

Na miejscu okazało się, że obiekt jest świeżo wyremontowany a pokoje po prostu przepiękne: uwierzcie mi – obejrzałam wszystko szczegółowo, zajrzałam do każdej szuflady, zachwyciłam się łazienką. Fantastyczne, nowoczesne wnętrza, piękna kolorystyka (w modnych szarościach i cappuccino), na ścianach szkice Picassa a na stoliku żonkile. Zapadłam się ze szczęścia na cudownie miękkim materacu i nie chciało mi się zabierać za wpis na blogu. Ale poczucie obowiązku zwyciężyło. No bo jak można tak krzywdzić własny hotel, na własnej stronie www???

OK – remont jeszcze trwa. OK – do sezonu jeszcze trochę czasu zostało. OK – zapracowana załoga, zajęta remontem, mogła przeoczyć konieczność aktualizacji strony internetowej. Ale hotele są takie bezbronne…

PS1: Nie podam adresu strony dopóki nie zostanie zaktualizowana.

PS2: Recepcjonistka powinna się uśmiechać. Jeśli hotel jest nieładny – to tym bardziej powinna ocieplić relacje z gościem :-) A jeśli ma tak piękne wnętrza, jak ten w Olsztynie, to powinna podskakiwać ze szczęścia!

PS3: Miło, że tu jestem :)))

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 504 other followers